Pokazywanie postów oznaczonych etykietą *****. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą *****. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 23 lutego 2020
Myjki gąbczaste bezsmugowe
Do ścierania choć czego te są najlepsze. Idealnie zbierają płyny, więc blaty i półki można doczyścić bez obawy, że będą wyglądać jak te ceraty z komunistycznej stołówki z przeglądem długiej i mokrej historii myjaka.
Czyścik - druciak
Tego typu czyściki trudno czymkolwiek zastąpić. Jeśli nie mamy w zwyczaju stosować masakrycznej chemii, to niczym innym nie wyczyści się spodu zajdzionego stalowego garnka. Żadne tam sody i kwaski nie ruszą zapieczonych na amen resztek, które nam skipiały w trakcie gotowania i zjarały się na gazie. No i zlew stalowy także tym szuruję. I jeszcze przypalone mleko, gdy po raz milionowy małżonek gotował mleko w stalowym naczyniu (a ma kupione specjalne!), ustawił płomień jak w krematorium i kazeinowa smoła przywarła do boków. Wtedy myjka po jednym razie nadaje się oczywiście do wyrzucenia. No może jeszcze nadawałaby się, aby przejechać kochanemu Sklerotykowi po pysiaku, ale etos Żony - Polki mi nie pozwala :-D
sobota, 17 lutego 2018
Stolnica silikonowa
Zmieniła moje kulinarne życie. Stara stolnica służy już tylko jako stolik na ognisku czy grillu. Fakt, trzeba uważać z krojeniem, ale na drewnianej też nie kroiłam ostrym nożem, tylko takim tępakiem stołowym, wystarczy. Jeśli jest problem ze ślizganiem się po stole, wystarczy lekko zmoczyć od spodu. Można na niej także upiec ciasteczka, ale nie robię tego, bo jest zbyt duża i trzeba zawijać brzegi. Odpada mozolne skrobanie i mycie, jak w przypadku drewnianej stolnicy - po prostu wsadzasz do zlewu i myjesz. Ktoś tam w sieci kwękał, że zwinięta do przechowywania w rulon zwija się potem na brzegach. U mnie ona stale leży na blacie, bo można postawić na takim podkładzie nawet patelnię z jajecznicą, a poza tym Hurma i Czereda robi sobie na niej kanapki (świetnie się ściera, gdy się naciapie).
Etykiety:
*****,
pieczenie ciast,
super przydaś,
wałkowanie
niedziela, 8 grudnia 2013
Podstawowy zestaw drewnianych łyżek i łopatek
Jak widać ze stopnia użytkowania, najczęściej korzystam z łopatki z płaskim brzegiem. Mam jeszcze taką samą, tylko malutką do mieszania np. rumieniącej się cebulki na małej patelence. Łyżką drewnianą miesza sie kapuchy, barszcze i inne płynne i półpłynne potrawy, które mięszania wymagają (a zwykłą łyżką jest to niewskazane ze względu na powłokę garnka czy patelni). Ta szeroka łopatka się przydaje, gdy trzeba coś większego przewrócić na plecki, np. omlet.
środa, 15 maja 2013
Siteczka
Siteczek nie da się niczym zastąpić. Z małych polecam kupić dwa: takie, które wchodzi do szklanki/kubka i ma druciane oczka, coby przelewać coś wrzątkiem. Oczywiście służy także do setek innych cedzeń.
To większe można oprzeć na małym garneczku i se choć co odcedzić, a ponieważ ma bardzo gęste, perlonowe oczka, więc nawet olej po frytkach przelany przez nie jest czyściutki (i niech mi nikt nie wciska, że za każdym razem bierze nowy olej do smażenia). Tym większym znakomicie szumuje się rosół czy wybiera np. grudki z barszczu, bo nam się resztka śmietany obranej na kubeczku nie zahartowała i ścięła złośliwie w zupie ;-).
niedziela, 8 maja 2011
niedziela, 11 lipca 2010
Cedzak
Jeśli jest mały, wyciąganie pierogów z dużego rondla trwa tak długo, że te ostatnie mogą się rozgotować. Jeśli jest płaski, pierogi czy frytki uciekają nam z niezabezpieczonej powierzchni. Wypustka na oparcie o brzeg garnka lub do powieszenia na jakimś haczyku utrudnia manewrowanie przy brzegu garnka, gdzie nieraz ściga się upierdliwie uciekające kopytko. Powinien być ze stali nierdzewnej.
Mój i tak ma wadę: pod zawinięty brzeg dostaje się olej i trzeba odkładać na papierowy ręcznik (frytki czy inna smażenina) lub woda i można się sparzyć, wypuszczając wrzące krople np. na bosą stopę (pierogi, kopytka, leniwe).
poniedziałek, 5 lipca 2010
Tłuczek z toporkiem
"Hej, idem w las, piórko mi sie migoce!"
Z tym toporkiem można się udać na polowanie na słonie. Jest to wytwór jeszcze chyba bratniego Związku Radzieckiego, ale musieli go odlać ze stali na Wastoki czy Sajuzy, bo nie tępieje i praktycznie nie ma na nim śladów użytkowania. Jest to rzecz niezbędna w kuchni, a właśnie taki, jak ja mam, jest idealny: ciężki, z dobrze wyważoną długą rączką, niezbyt ostrą częścią bijną i baaardzo ostrą częścią rąbiącą.
środa, 16 czerwca 2010
Korkociągu nie da się zastąpić niczym
Jest to jedna z tych rzeczy w kuchni, które właściwie nie mają zamiennika. Owszem, można wepchnąć korek do środka za pomocą trzonka od drewnianej łyżki lub od mątewki, ale trzeba się liczyć z fontanną wina (ślady mam do dzisiaj na ścianach w kuchni). Można też uwalić szyjkę razem z korkiem ciosem karate, zwanym shuto ("ręka - nóż", chłopaki na studiach o tym gadali) albo tradycyjnie, o lastrikowy parapet (to też wspomnienia z akademika).
Najlepiej jednak zakupić dobry korkociąg.
Mój nie jest z najwyższej półki, ale przynajmniej te rączki mu się nie gną, jak w poprzednim. Mam jeszcze taki "turystyczny" -
- ale tu trzeba precyzji przy wkręcaniu, sprawdza się więc tylko przy pierwszej butelce. No i raczej musi to być facet, bo bardzo ciężko wyciągnąć korek z nakręconym na niego cienkim para-korkociągiem.
niedziela, 13 czerwca 2010
Noże, które mieć musisz
Każdy ma w kuchni jakieś noże. Ale myślę, że takie dwa są niezbędne (oczywiście nie mówię o standardowym wyposażeniu, tylko o przydasiach):
1. Nóż tzw. szefa kuchni - duży, szeroki, ciężki, z dobrze wyprofilowaną, nieślizgającą się rączką (moja się trochę ślizga), ze stali o wysokiej jakości, aby się nie tępił. Ja mam z "Gerlacha" i jestem zadowolona. Tyle lat się człowiek mordował, np. szatkując kapustę, a taki nóż robi to prawie sam ;-)
2. Nóż do filetowania, długi, wąski i giętki. Musi być bardzo ostry.
Subskrybuj:
Posty (Atom)










