Otóż jest taka praska. U cioci Zosi w Bandrowie Narodowym, kupiona od jakiegoś Ruskiego (sorry, ale nikt tam inaczej nie powie na Ukraińca) za grosze. Te nawet najbardziej wypaśnie wyglądające i kosztujące krocie wypuszczają falbanki kartoflane górą, moja oczywiście też. A jednak z niej korzystam, gdy robię paluszki ziemniaczane, bowiem nigdy nie chce mi się przepuszczać ziemniaków przez maszynkę, a samo wykłócenie nie wystarcza. Jeśli ktoś mimo to miele w maszynce - ten przydaś jest niepotrzebny.
Aha, i jeszcze ma nieporęczne, wrzynające się uchwyty, dlatego zawsze wyciskają Jurand albo Pasiu.
Ja nabyłem podobną praskę w IKEI. Podobną, gdyż służy do tego samego, jednak technologia wykonania i sposób działania inny. U mnie sprawdza się bardzo dobrze. Ziemniaki nie wychodzą bokiem :-)
OdpowiedzUsuńTeż mnie ręce bolą od naciskania od takiej praski, lecz Mój się cieszy, bo Go przywołuję na pomoc, a przydawać się lubi. Skoczę online do Ikei za radą Tadzika z poprzedniego komentarza...o jejku toż on pisał w 2013 roku?
OdpowiedzUsuń